Odbierze AURA — ten sam asystent, z którym rozmawiasz na czacie. Opowiedz o firmie własnymi słowami.
Zadzwoń terazPołączenie płatne wg cennika Twojego operatora. Rozmowę prowadzi asystent AI.
AURA może działać przez własny interfejs, aplikację oraz kanały, z których zespół korzysta już dziś. Każdy człowiek i każde narzędzie pracują na tym samym stanie biznesu.
Siedem kroków, które AURA wykonuje bez przerwy — od pojedynczego zdarzenia do wniosku, który zmienia następną decyzję.
…i z powrotem do Observe — cykl nie ma końca.
Działanie bez śladu w danych jest dla nas niedokończone. Ślad ma zawsze te same cztery ogniwa:
Poniższe liczby są ilustracją samego mechanizmu, a nie rezultatem, który osiągnęliśmy u klienta. Pokazują, jak wyglądałby ślad w danych, gdyby taka sytuacja wydarzyła się w Waszym lokalu.
AURA nie przypisuje sobie wyniku bez śladu w danych.
Kampanie rozliczane z zapytań i zamówień, a nie z kliknięć. Pomiar konwersji od pierwszego dnia, konto na Waszą firmę i cotygodniowa optymalizacja.
Usługi lokalne, B2B i e-commerce.
Konto założone kiedyś przez znajomego, jedna kampania na wszystko, brak fraz wykluczających i pomiar konwersji, którego nikt nigdy nie sprawdził. Budżet idzie na kliknięcia z drugiego końca województwa i na frazy, które brzmią podobnie, ale znaczą co innego. Raport pokazuje kliknięcia, bo kliknięć zawsze jest dużo.
Najpierw pomiar, potem kampanie — w odwrotnej kolejności to wróżenie.
Konfiguracja jest jednorazowa, prowadzenie miesięczne. Remarketing dokładamy wtedy, gdy ruchu jest już na tyle dużo, żeby miał sens.
Uruchomienie zajmuje 6 godzin – 2 dni, licząc pomiar i przygotowanie reklam. Wyników to nie przyspiesza: pierwsze wnioski są po dwóch tygodniach, a stabilny koszt zapytania zwykle w drugim miesiącu. Kampanie sezonowe planujemy z sześciotygodniowym wyprzedzeniem, bo wtedy stawki są jeszcze normalne.
Trzeba rozdzielić dwie kwoty. Budżet reklamowy idzie prosto do Google z Waszej karty i jest w całości Wasz. Po naszej stronie stoi praca: uruchomienie kampanii to robota zamknięta, a to, co dzieje się z kontem codziennie — stawki, wykluczenia, remarketing — trwa tak długo, jak kampania. Koszt tej pracy rośnie z wielkością konta, bo jedna kampania na kilka fraz to nie to samo, co konto z kilkunastoma grupami.
Budżet reklamowy płacicie bezpośrednio Google ze swojej karty i widzicie każde euro. Nie bierzemy procentu od budżetu, bo taki model zachęca do przepalania.
Wiecie, ile kosztuje jedno zapytanie i przy jakim budżecie przestaje się to opłacać. Możecie dosypać pieniędzy w martwy wtorek i przymknąć kampanię, gdy i tak macie komplet. Zamiast raportu z kliknięciami dostajecie liczbę, którą da się położyć obok utargu.
Cała rozmowa o Google Ads sprowadza się do trzech działań. Pierwsze: koszt jednego zgłoszenia = (budżet reklamowy + obsługa) ÷ liczba zgłoszeń z kampanii. Drugie: próg opłacalności = koszt zgłoszenia ÷ udział zgłoszeń, które kończą się zamówieniem — bo płacicie za wszystkie zgłoszenia, a zarabiacie na części z nich. Trzecie mówi, ile wolno zapłacić za kliknięcie: maksymalna stawka = marża z jednego zamówienia × udział zgłoszeń kończących się zamówieniem × udział kliknięć kończących się zgłoszeniem. Każda zmienna po prawej stronie jest Wasza, nie nasza: marżę znacie z rachunków, dwa udziały wychodzą z pomiaru w pierwszych tygodniach. Dlatego nie podajemy tych liczb w ofercie — podajemy sposób, w jaki je policzymy razem.
Reklama w wyszukiwarce dociera do ludzi, którzy sami wpisali zapytanie. Jeśli takiego zapytania nikt nie wpisuje — bo sprzedajecie coś, o czego istnieniu klient nie wie — nie ma czego kupić, i wtedy uczciwą odpowiedzią jest inny kanał, a nie większy budżet. Drugi przypadek to pełny grafik: kampania, która przyniesie zgłoszenia na termin, którego i tak nie macie, kosztuje pieniądze i psuje reputację odmowami. Trzeci to strona, która nie potrafi przyjąć zgłoszenia — kampania wtedy tylko szybciej pokaże, ile kosztuje ten brak. Czwarty to budżet tak mały, że dziennie wypada z niego kilka kliknięć: nie powstają z tego dane, a bez danych optymalizacja jest zgadywaniem, za które i tak się płaci. Piąty to sprzedaż wyłącznie przez platformę z prowizją, gdzie prowizja zjada właśnie tę marżę, z której ma się opłacić kliknięcie.
Obie usługi dotyczą tej samej wyszukiwarki i dlatego bywają mylone. Różnią się jednak wszystkim poza tym: momentem, w którym pojawia się ruch, sposobem płacenia i tym, co zostaje, gdy przestajecie płacić.
Praktyczny wniosek jest taki, że te dwie usługi nie konkurują o budżet, tylko o kolejność. Reklama najpierw pokazuje, które frazy są warte pracy, a SEO potem tanieje, bo nie pisze się już podstron na wyczucie.
Konfiguracja idzie szybko tylko wtedy, gdy nie czeka na jedną brakującą rzecz. Lista jest krótka i cała leży po Waszej stronie.
Ostatnia pozycja bywa traktowana jak formalność, a jest ustawieniem kampanii: harmonogram wyświetlania układamy pod godziny, w których zgłoszenie ma kto odebrać. Reklama pokazywana wtedy, gdy nikogo nie ma, płaci za kliknięcie tyle samo, a zgłoszenia nie przynosi.
Najczęstszy błąd wygląda niewinnie: włączyć automatyczną strategię stawek, zanim konto zobaczyło choć jedną konwersję. Automat optymalizuje pod cel, którego nie zna, więc optymalizuje pod kliknięcia — i robi to skutecznie, dlatego raport wygląda dobrze przy pustym telefonie. Drugi błąd to jedna kampania na wszystko, w której jedna usługa zjada budżet trzem pozostałym, a nikt tego nie widzi, bo w podsumowaniu jest jedna liczba. Trzeci to brak fraz wykluczających: bez nich płacicie za zapytania, które brzmią podobnie i znaczą co innego — praca, tanio, samodzielnie, opinie o konkurencie. Czwarty to przestawianie ustawień codziennie: każda zmiana zeruje porównywalność tygodni i po miesiącu nie wiadomo, która z nich pomogła. Dlatego pomiar idzie przed kampanią, a zmiany wchodzą pojedynczo.
Wszystkie decyzje w tej usłudze opierają się na jednej liczbie — liczbie zgłoszeń. Jeśli ta liczba jest zawyżona, wszystko dalej jest fikcją, dlatego pomiar sprawdza się osobno i sprawdzić go możecie sami.
Ten sam zestaw pytań zadajemy na starcie każdemu przejmowanemu kontu, zanim cokolwiek w nim zmienimy. Zdarza się, że po takim przeglądzie liczba konwersji spada — i to jest dobra wiadomość, bo od tego momentu opisuje coś, co naprawdę się wydarzyło.
Kampania jest kranem, nie naczyniem. Nie naprawi strony, na którą prowadzi: jeśli cennik jest plikiem do pobrania, a formularz ma siedem pól, płatny ruch wyleje się dokładnie tak samo jak darmowy, tylko drożej. Nie naprawi oferty, która przegrywa ceną albo terminem — reklama zwiększy liczbę osób, które to porównają. Nie odbierze telefonu i nie odpisze na zapytanie; zgłoszenie leżące dobę traci wartość, za którą zapłaciliście. Nie zmieni opinii w mapach ani reputacji, bo człowiek sprawdza je po kliknięciu, a nie przed. I nie zastąpi decyzji, ile jesteście w stanie obsłużyć — tę granicę ustawiacie Wy, a my ustawiamy pod nią budżet dzienny. Wszystko powyżej jest wprost naszą wspólną pracą, ale należy do innych usług, nie do tej.
Konto zakładane jest na Waszą firmę i Waszą kartę, a my pracujemy w nim z uprawnieniami administratora. Znaczy to, że kończąc współpracę nie zabieramy niczego i niczego nie trzeba odzyskiwać: zostaje konto z pełną historią, zostają skonfigurowane konwersje, zostaje lista fraz i — częściej najcenniejsza — lista fraz wykluczających, którą płaciliście, żeby zbudować. Zostają grupy odbiorców remarketingu i teksty reklam. Raporty wyszukiwanych haseł zostają w koncie, więc wiedza o tym, czego ludzie naprawdę szukają, nie wychodzi razem z nami. Budżet reklamowy przez cały czas idzie z Waszej karty prosto do Google, więc widzicie każde euro; my nie bierzemy procentu od budżetu, bo taki model płaci za przepalanie, a nie za wynik.
Jeśli Wasz problem brzmi inaczej, obok stoją sąsiednie obszary tego samego systemu — AURA łączy je ze sobą, a nie sprzedaje osobno:
Napiszcie, jak ten proces wygląda dziś u Was: ile zgłoszeń przychodzi, kto je odbiera i gdzie się gubią. Odpowiemy, co z tego da się zdjąć z człowieka, czego nie warto ruszać i jak ten obszar wpina się w resztę systemu.
Porozmawiaj z Aurą →Drugi krok
Nie bierzemy każdego — najpierw patrzymy na procesy, sprzedaż i obecne systemy i uczciwie mówimy, czy w ogóle jest sens, żebyśmy wchodzili. Kilka pytań, jakieś pięć minut.
Przejdź kwalifikację →