Odbierze AURA — ten sam asystent, z którym rozmawiasz na czacie. Opowiedz o firmie własnymi słowami.
Zadzwoń terazPołączenie płatne wg cennika Twojego operatora. Rozmowę prowadzi asystent AI.
AURA może działać przez własny interfejs, aplikację oraz kanały, z których zespół korzysta już dziś. Każdy człowiek i każde narzędzie pracują na tym samym stanie biznesu.
Siedem kroków, które AURA wykonuje bez przerwy — od pojedynczego zdarzenia do wniosku, który zmienia następną decyzję.
…i z powrotem do Observe — cykl nie ma końca.
Działanie bez śladu w danych jest dla nas niedokończone. Ślad ma zawsze te same cztery ogniwa:
Poniższe liczby są ilustracją samego mechanizmu, a nie rezultatem, który osiągnęliśmy u klienta. Pokazują, jak wyglądałby ślad w danych, gdyby taka sytuacja wydarzyła się w Waszym lokalu.
AURA nie przypisuje sobie wyniku bez śladu w danych.
Audyt UX i stała optymalizacja konwersji dla firm, które mają ruch, ale nie mają zapytań: nagrania sesji, lejek i lista poprawek według wpływu.
Firmy, które mają ruch, ale mało kontaktów.
Ruch jest, zapytań nie ma. Najczęstsza reakcja to zmiana koloru przycisku albo nowe zdjęcie na górze — czyli zgadywanie. Tymczasem powód bywa banalny: formularz z siedmioma polami, numer telefonu jako obrazek, krok płatności, który na telefonie nie mieści się na ekranie. Bez nagrań i lejka nikt tego nie zobaczy, bo właściciel zna swoją stronę na pamięć i nie potrafi już przejść jej jak obcy.
Najpierw diagnoza, potem poprawki — i tylko takie, które da się zmierzyć.
Audyt jest zamkniętym dokumentem, optymalizacja jest pracą ciągłą. Można zacząć od samej diagnozy i na niej się na jakiś czas zatrzymać.
Sam audyt zajmuje 6 godzin – 2 dni. Osobno liczy się czas potrzebny na zebranie sensownej próbki ruchu: poniżej mniej więcej tysiąca sesji wnioski są zgadywaniem, więc przy małym ruchu zbieramy dane dłużej i mówimy o tym wprost. Optymalizacja to praca miesięczna: jedna, dwie zmiany na raz, bo dziesięć naraz oznacza, że nie wiadomo, która zadziałała.
Koszt zależy od dwóch rzeczy: ile ruchu trzeba przejrzeć, żeby wnioski były wnioskami, a nie zgadywaniem, i jak głęboko sięgają poprawki — przesunięcie przycisku to nie to samo co przebudowa całej ścieżki do zamówienia. Jeśli lista poprawek okaże się przebudową strony, mówimy o tym przed rozpoczęciem, a nie w trakcie.
Ta sama liczba odwiedzin zaczyna dawać więcej zapytań, więc każde euro wydane na reklamę i SEO pracuje mocniej. Dostajecie też listę rzeczy, których nie trzeba robić — a to zwykle oszczędza więcej niż same poprawki.
Zanim zapłacicie za zmianę, da się oszacować, ile jest warta. Formuła: (liczba wejść na dany krok w miesiącu × przyrost odsetka przejść dalej) × Wasz udział zamkniętych zleceń × marża na zleceniu = miesięczna wartość poprawki. Liczba wejść na krok to nie ruch całej strony, tylko ludzie, którzy doszli do formularza albo do koszyka; tę liczbę bierzemy z lejka. Przyrost odsetka przejść dalej to jedyna wielkość, której nikt nie zna z góry — wpisujecie tam własne założenie, a po teście podstawiacie wynik i porównujecie z założeniem. Marża to kwota, która zostaje, a nie utarg. Jeśli wartość poprawki jest niższa niż koszt jej wdrożenia rozłożony na rok, poprawka czeka, a my robimy inną.
Są trzy sytuacje, w których uczciwie odradzamy. Pierwsza: zbyt mały ruch. Poniżej mniej więcej tysiąca sesji wnioski z nagrań i z lejka są opowieścią o kilku osobach, a nie wiedzą o Waszych klientach — wtedy najpierw ruch, potem audyt. Druga: strona, która i tak idzie do przebudowy w najbliższych tygodniach. Lista poprawek do witryny, której za miesiąc nie będzie, to praca do kosza; lepiej wejść w projekt nowej strony i tam pilnować ścieżki. Trzecia: problem leży poza stroną — cena odbiega od rynku, oferta jest niejasna albo na zapytania nikt nie odpowiada przez dwa dni. Żadna zmiana przycisku tego nie naprawi i nie udajemy, że naprawi.
To dwa różne rytmy tej samej pracy, z różnym efektem. Wybór zależy od tego, ile ruchu macie i kto po Waszej stronie ma wdrażać zmiany. Trzy warianty, które w praktyce spotykamy najczęściej.
Czego nie polecamy: comiesięcznych eksperymentów przy ruchu, w którym różnica między dwoma dniami tygodnia jest większa niż efekt testu. Wtedy płacicie za wykresy, a nie za wiedzę.
Do audytu nie wystarczy adres strony. Potrzebujemy dostępu do narzędzia pomiaru z historią, a jeśli go nie ma — zgody na wpięcie pomiaru i kilku tygodni na zebranie danych; mówimy o tym od razu, żeby nikt nie czekał na raport, który nie ma z czego powstać. Potrzebujemy też Waszej definicji zapytania: czy liczy się wysłany formularz, telefon, rezerwacja, czy dopiero potwierdzone zlecenie. Bez tego liczymy różne rzeczy i spieramy się o wynik. Do tego dostępu do skrzynki albo systemu, w którym lądują zgłoszenia, żeby porównać liczbę wysłanych formularzy z liczbą realnie otrzymanych — samo to porównanie wykrywa część awarii.
Sprawdzalny wynik to nie „wygląda lepiej”, tylko cztery rzeczy naraz. Po pierwsze: zmieniamy jedną rzecz na raz, bo przy trzech naraz nie da się powiedzieć, która pomogła, a która przeszkodziła. Po drugie: porównujemy ten sam odcinek tygodnia z tym samym — poniedziałki z poniedziałkami, nie tydzień roboczy z długim weekendem. Po trzecie: patrzymy na krok, który zmienialiśmy, i na koniec lejka jednocześnie; poprawka, po której więcej osób wchodzi do formularza, a mniej go wysyła, jest cofnięciem, a nie sukcesem. Po czwarte: wynik musi utrzymać się przez drugi taki sam okres. Jeden dobry tydzień to pogoda, a nie zmiana.
Najczęstszy błąd to wyłączenie testu w dniu, w którym wynik wygląda dobrze. Ktoś zagląda w środę, widzi przewagę nowej wersji i ogłasza zwycięstwo — a przewaga po prostu jeszcze się nie ustabilizowała. Zdarza się to dlatego, że test kosztuje cierpliwość, a wynik chce się mieć dziś. Drugi błąd z tej samej rodziny: zmiana kilku rzeczy naraz, żeby przyspieszyć. Po niej strona faktycznie zachowuje się inaczej, tylko nikt nie wie dlaczego, więc następna decyzja znowu jest zgadywaniem. Dlatego z góry umawiamy się na jedną zmianę i na okres, po którym patrzymy — a nie patrzymy codziennie i nie zmieniamy zdania w połowie.
Nie zwiększa ruchu. Pracujemy z ludźmi, którzy już weszli, i o to jest cała ta usługa — jeśli wejść jest za mało, potrzebna jest reklama, mapy albo treść, a nie audyt. Nie zmienia ceny ani oferty: możemy pokazać, w którym miejscu ludzie odpadają po zobaczeniu cennika, ale decyzja o cenie jest Wasza. Nie obiecujemy konkretnego procentu wzrostu i nie podajemy typowych wartości z branży, bo takie liczby brzmią dobrze i nie znaczą nic dla Waszej strony. Nie przebudowujemy też przy okazji całego serwisu: jeśli poprawka okazuje się przebudową, mówimy o tym przed rozpoczęciem, a nie w połowie — bo to już inna praca i inny czas.
Nagrania sesji, mapy kliknięć, konta pomiarowe i wszystkie raporty zakładamy na Waszych kontach, nie na naszych. Znaczy to tyle, że po zakończeniu współpracy zostaje Wam historia, a nie tylko wspomnienie po niej — kolejna osoba, która usiądzie do tej strony, ma z czym porównywać. Dokument audytu dostajecie w postaci, którą można przekazać dalej: lista poprawek z opisem, czego dotyczy każda i po czym poznać, że zadziałała. Dostępy zdajemy na żądanie w każdej chwili, bez okresu przejściowego. Nagrania z danymi osobowymi ustawiamy z maskowaniem pól — to nie uprzejmość, tylko warunek, żeby w ogóle je zbierać.
Jeśli Wasz problem brzmi inaczej, obok stoją sąsiednie obszary tego samego systemu — AURA łączy je ze sobą, a nie sprzedaje osobno:
Napiszcie, jak ten proces wygląda dziś u Was: ile zgłoszeń przychodzi, kto je odbiera i gdzie się gubią. Odpowiemy, co z tego da się zdjąć z człowieka, czego nie warto ruszać i jak ten obszar wpina się w resztę systemu.
Porozmawiaj z Aurą →Drugi krok
Nie bierzemy każdego — najpierw patrzymy na procesy, sprzedaż i obecne systemy i uczciwie mówimy, czy w ogóle jest sens, żebyśmy wchodzili. Kilka pytań, jakieś pięć minut.
Przejdź kwalifikację →